W styczniu 2026 roku przedstawicielka Grupy Wybory, Katarzyna Batko-Tołuć z Fundacji dla Polski, opowiadała o działaniach Grupy podczas konferencji na Columbia Law School (Uniwersytet Columbia) w Nowym Jorku. Uczestniczyli w niej naukowcy oraz urzędnicy z nowojorskich instytucji. Możemy nazwać ich elitą, co nie ma negatywnego znaczenia. To określenie odnosi się także do nas i naszych czytelników.
Wśród naukowców były również badaczki, które w czasie kryzysu praworządności w Polsce wspierały polskie organizacje. Badały, dlaczego zmienia się stosunek Polaków do demokracji. Przeprowadzały wywiady z organizacjami i starały się o finansowe wsparcie dla polskiego społeczeństwa obywatelskiego z amerykańskiej administracji.
Nagle sytuacja się zmieniła. To my - organizacje z Europy Środkowo-Wschodniej - majace doświadczenie w walce z autorytaryzmem, jesteśmy wsparciem dla Nowojorczyków. Oni czują się
zagubieni, smutni i trochę przestraszeni. Mimo różnic między naszymi krajami, mechanizmy władzy i sposoby obrony przed jej nadużywaniem są podobne.
O tym rozmawialiśmy na konferencji “Odporność społeczeństwa obywatelskiego. Lekcje z Europy Środkowo-Wschodniej”. Swoimi doświadczeniami podzielili się także Stefania Kapronczay z węgierskiej organizacji praw człowieka (Hungarian Civil Liberties Union) i Rasa Nedeljkov z serbskiej organizacji CRTA.
Społeczeństwo naszą bronią
Społeczeństwo może dać władzę autorytarnym rządzącym, ale też może ją odebrać. Elity, takie jak politycy, naukowcy i liderzy organizacji społecznych, powinny zrozumieć, że społeczeństwo
składa się z różnych grup, które mają różne perspektywy i potrzeby. Ważne jest, abyśmy się szanowali, rozumieli i wspierali niezależne myślenie.
Wszyscy znamy polskie historie momobilizacji społeczeństwa obywatelskiego. Wiemy, że protestowanie w dużych miastach to za mało. Często poruszają nas opowieści z małych miejscowości. Widzieliśmy odważnych ludzi protestujących przed sądami, demonstracje w obronie
osób LGBT+ oraz protesty kobiet w mniejszych miastach.
Co z osobami, które czują, że nikt nie dostrzega ich problemów? Co z tymi, którzy łatwo wierzą w kłamstwa i fałszywe informacje? Co z tymi, którzy doświadczyli złego traktowania przez osoby na
wysokich stanowiskach? Zwrócenie uwagi na nich i danie im prawdziwego wsparcia to duże wyzwanie dla rządzących. Ale też i dla organizacji społecznych.
Stefania Kapronczay ciekawie opowiedziała o zmianach w jej organizacji. W 2017 roku, jej organizacja na Węgrzech otworzyła trzy lokalne biura. Zatrudniono w nich osoby z regionu, które miały za zadanie pracować z mieszkańcami. Metodą pracy było organizowanie społecznościowe - polegające na słuchaniu potrzeb ludzi i pomaganiu im w zmianie niekorzystnej sytuacji społecznej. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w podręczniku przetłumaczonym na język polski [ORGANIZOWANIE SPOŁECZNOŚCIOWE. Władza w rękach społeczności lokalnych]. HCLU, czyli organizacja, w której pracuje Stefania, wykorzystała tę metodę także do udzielania pomocy prawnej, ponieważ to ich najsilniejsza umiejętność. Zwiększyli zakres poradnictwa, pomagali ludziom w sądach i dbali o to, żeby mieszkańcy czuli się pewnie w obronie swoich praw. Organizacja stała się bardziej społecznościowa. Tylko połowa zatrudnionych to prawnicy.
Rasa Nadejkov mówił o swoich doświadczeniach w organizacji, w której pracuje. Organizacja jest dobrze zarządzana, profesjonalna i silna. Zatrudnia wiele osób. Gdy jednak doszło do protestu studentów w Serbii po zawaleniu się dachu na stacji kolejowej w Nowym Sadzie, organizacja nie miała wystarczających zasobów ani pieniędzy, by im pomóc. To było trudne wyzwanie, ale organizacja poradziła sobie bardzo dobrze. Znaleźli zapał i entuzjazm, przystosowali się do sytuacji i wsparli studentów. Studenci potrzebują zmian, bo ich prawa są łamane. Rolą zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego jest używanie wiedzy i umiejętności, aby pomagać tym, którzy ich nie mają.
Czy to jest znane w Polsce? Zdecydowanie. Sytuacja w Polsce była trochę inna w 2015 roku. Wiele organizacji wiedziało, że są poważne problemy z wykluczeniem i niesprawiedliwością. Ale
większość z nich nie potrafiła dobrze reprezentować pokrzywdzonych w parlamencie albo nie umiała przekazać ich potrzeb decydentom. To prowadziło do frustracji, którą wykorzystywały partie "antysystemowe". Rządzące elity były nieobecne, a one miały wtedy władzę zmienienia sytuacji ludzi na lepszą. Brakowało też pomysłu na zmianę sytuacji. Dlatego hasło antyelitaryzmu stało się popularne. Zajęło nam to w Polsce osiem lat, aby znaleźć rozwiązanie. O tym, jak wyglądała sytuacja z perspektywy organizacji społecznych, można przeczytać w raporcie koalicji, do której należymy:
[Od atomów do zorganizowanego społeczeństwa obywatelskiego na rzecz praworządności]. Katarzyna Batko-Tołuć z Fundacji dla Polski, opowiadała o działaniach Grupy Wybory. O tym, jak różne organizacje współpracują, i jak próbujemy wprowadzić lokalne problemy do publicznej debaty. Podkreślaliśmy również, jak ważne jest, by kontynuować tę pracę. Mamy do czynienia z dezinformacją, brakiem zaufania do instytucji i wzrostem radykalizmu.
